Buzują emocje. Parują mózgi. Tabletki "Sesja" w aptece wykupione. Tłumy, świętujące w pijalni zdane egzaminy, zbierają się całymi dniami. Niedożywione istoty, z zaczerwienionymi oczami od niewyspania, łażą ulicami szarego Poznania.
Tyle na mieście. A co u mnie? Co mam w głowie?
A w głowie to nie mieści się, ile mam w tym zgiełku wolnego czasu! Serio. Sama się dziwie. Jak zwykle jestem inna niż wszyscy. Egzaminy pozdawane w pierwszych terminach. Zero poprawek. I jeśli teraz myślisz, że leżę plackiem i żrę lody czekoladowe to się mylisz. No dobra, były dzisiaj lody :P Ale w biegu, z przyjaciółką, o smaku "brownie z wanilią", pierwsze od 1,5 miesiąca zjedzone z wielkim uśmiechem na ustach! Więc prawie się nie liczą. A poza tym robię tyyyle i nie mogę przestać.
Na przykład zaczęłam walkę z udami. Nie, to nie jest wcale jazda na rowerze. To jest zawzięta walka ze słabościami. Taka sama jaką toczę ze słodyczami, z czipsami, nocnymi przekąskami i podjadaniem pomiędzy posiłkami. Jednak ta w garażu jest podwójna. Jedna psychiczna, druga fizyczna. Gallway miał rację. W głowie masz wszystko. Jeśli wytłumaczysz swojemu mózgowi, że bardzo chcesz przejechać 20 km na rowerze, jesteś zaangażowany, gotowy do boju i nastawiony pozytywnie-on przekaże info nogom, a te zrobią swoje. Uwaga! Działa w 100%.
"Jeśli coś działa, rób tego więcej.
Jeśli coś nie działa, rób coś innego."
Tak więc zaczęłam działać. Efekty będą nie prędko. Ale nie ważne. Najważniejsze jest to, aby sama droga do celu była fascynująca. Aby nakręcać się za każdym razem na później. Aby wymagać od siebie więcej i więcej. Aby cieszyć się z każdego pokonanego kilometra i każdej kolejnej kropli potu na koszulce. Aby być z siebie dumnym. Aby pamiętać o konsekwencji i wytrwałości. Aby znaleźć w tym sens. Aby robić to z własnej woli. Aby stało się to przyjemnością. I przede wszystkim nie bać się. Zarówno zacząć, jak i przestać. Być lepszym lub gorszym. Zwycięstwa i porażki. No bo...
Co zrobiłbyś jakbyś się nie bał?
To moje ulubione zdanie tego tygodnia. Problemy, zadania i wyzwania, które stają nam na drodze wydają się często okrutnie ciężkie. Ciągle się czegoś boimy. A jakby tak wyeliminować czasem ten cały strach i działać bez niego? Czy życie nie stałoby się prostsze? Nie zrobiłbyś wtedy dużo rzeczy szybciej i z większą energią?
Może to dobry czas, aby odkryć w sobie Wielkiego Odważnego Wojownika i usunąć ze swojego słownika strach? Lubię eksperymentować. Poeksperymentujesz ze mną? :)
Moje wnioski z wczoraj:
- na rower zakładaj spodnie z pieluchą-po 45 minutach tyłek odpada;
- pozbądź się strachu z głowy-naładuj się pozytywną energią;
- pozwól sobie czasem na odrobinę przyjemności bez wyrzutów sumienia - od jednej gałki lodów 5 kg nie przytyjesz.
czwartek, 2 lutego 2017
niedziela, 29 stycznia 2017
Dwadzieścia
Urodziny to piękny dzień, w którym możesz uświadomić sobie błędy i porażki. Podziękować życiu za to, co było piękne i dobre. Wymarzyć sobie nowe cele do zrealizowania i przeszkody do pokonania. Zapisać wnioski. Ułożyć zasady. Wyciągnąć czystą kartkę i dać sobie szanse na bycie jeszcze lepszą wersją siebie.
20 lat-
pięknych wspomnień,
kilku małych zapomnień,
wyczulenia zmysłów,
zwariowanych pomysłów,
spełnionych marzeń,
niezliczonych wrażeń,
setki poznanych głupków,
dziesiątki dupków,
nowych smaków,
odkrywania trudnych szlaków,
myśli błyskotliwych,
paru przyjaciół prawdziwych,
miliony wyśpiewanych nut,
niejeden zdarty but,
kilka słoików łez,
wyobraźni po kres,
łamania paznokci,
bólu do granic wytrzymałości,
porażek tysięcy,
bez sensu wydanych pieniędzy,
w głowie bałaganu,
doświadczania dobrostanu,
szukania miłości,
po słodkościach mdłości,
tańców do rana,
picia na mrozie szampana,
ratowania ludzi
i wielkiego uśmiechu na buzi.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
"Blue Monday" dla mnie nie istnieje!
Powiedz sobie szczerze, jak często mówisz "A" i zamiast automatycznie powiedzieć "B" Twoja wiedza z podstawówki na temat alfabetu zanika w jakieś czarnej dziurze umysłu?
Ile już razy wspominałaś o joggingu, codziennej medytacji, robieniu więcej rzeczy tylko dla siebie, regularnym spożywaniu posiłków, odstawieniu soli i ograniczeniu słodyczy? Ile razy w Twoim życiu był już "Blue Monday" i zasypiałaś smutna, zmęczona, wściekła i niespełniona?
Wiesz, że każdy na świecie, dostaje codziennie za darmo pełne 24 godziny, które może wykorzystać w każdy możliwie wymyślony sposób?
Jeśli nie wiesz, to napisz to na wielkiej kartce, przyklej na suficie i koniecznie zapamiętaj, bo ja na chwilę zapomniałam.
Zapamiętaj i zacznij wymyślać.
Zacznij marzyć. Zacznij się spełniać. Zacznij się uczyć. Zacznij zmieniać nawyki. Zacznij się słuchać. Zacznij dotrzymywać słowa. Zacznij być konsekwentna. Zacznij żyć. I zacznij w końcu zaczynać.
Bo warto. Bo niesamowicie jest poczuć zakwasy po porannym treningu. Bo zdrowo jest zjeść lekką kolacje, po której nie czujesz się jak wielki balon. Bo przyjemnie jest zobaczyć, jak Twoje ciało zmienia się z każdym kolejnym dniem dbania o niego. Bo miło jest, kiedy Twoja lista marzeń ma kolejny punkt do odhaczenia a głowa pełna nowych pomysłów nie może doczekać się jutra. Bo lepiej zasypia się z czystym sumieniem i budzi z uśmiechem na ustach.
Mój dzisiejszy poniedziałek był najpiękniejszym poniedziałkiem w tym roku. Zrobiłam coś pożytecznego, coś głupiego, coś szalonego, coś spontanicznego coś dobrego i coś dla siebie.
I pomimo zmęczenia mam ochotę na więcej. Mam ochotę na jutro. Polecam Ci przeżyć piękny dzień, bo wtedy zaczniesz cieszyć się chwilą, dostrzegać szczęście i mieć niedosyt w smakowaniu życia.
Moje wnioski z wczoraj:
- każdy poniedziałek może stać się ulubionym,
- zrobienie pierwszego kroku nie boli,
- każdy poniedziałek może stać się ulubionym,
- zrobienie pierwszego kroku nie boli,
- konsekwencja = sukces.
niedziela, 15 stycznia 2017
Zacznijmy od wczoraj.
Wczorajszy dzień był piękny. Ciepło było, śniegu trochę napadało, gdzieś tam na chwilę przebiło się jakieś zimowe słońce, no i zjadłam na śniadanie przepyszne płatki owsiane z bananem i orzechami. I mogłabym teraz pisać jak potoczył się dalej ten cudowny dzień, a był to oczywiście dzień pełen wyzwań i emocji, to zapamiętałam z niego jeden, spontaniczny i przełomowy moment.
Stojąc na przystanku zmęczona na maksa, zmarznięta i marząca tylko o łóżku i ciepłych skarpetach, wdałam się w ostatnią dyskusję z kumpelą. Myślę, że kieliszek czerwonego wina wypitego chwilę wcześniej przyczynił się do tego, że nasza rozmowa stała się dynamiczna i bardzo ekspresyjna. Zaczęło się, jak to mówią "o pogodzie" a skończyło na tym, jakie jesteśmy beznadziejne, nudne, przewidywalne, smutne i samotne. I w tym momencie nie byłabym sobą gdybym nie pociągnęła tematu dalej i zaczęła myśleć "jak to zmienić?". I właśnie wtedy wpadłam na coś genialnego. Na coś tak prostego i znanego wszystkim, że sama się dziwię dlaczego te myśli pojawiły się dopiero wczoraj.
MIEJ WYJEBANE. Tak, po prostu MIEJ WYJEBANE. Pierwszy raz powiedziałam to głośno i wyraźnie, sama przed sobą, że od jutra będę miała wyjebane. Na to co myślą inni, na to jak mnie widzą, na to czy dziś pomalowałam się wystarczająco dobrze żeby nie przestraszyć pani w piekarni, na to czy jestem wystarczająco widoczna by zostać zauważona przez jakiegoś przystojniaka, na to czy nie jestem za gruba czy za niska, na to czy wypada czy nie wypada i na to czy jestem wystarczająco dobra, aby być szczęśliwa.
Powtarzam przecież w kółko, żeby nie sugerować się zdaniem innych, że aby inni czuli się z Tobą dobrze, najpierw Ty musisz czuć się ze sobą wspaniale, że aby inni Cię pokochali powinnaś pokochać najpierw siebie, że aby dostać uśmiech należy najpierw szczerzyć zęby w każdym możliwym momencie, że ludzie gadali, gadają i gadać będą ale widzą tylko to co chcą widzieć, a Ty nie jesteś w stanie tego zmienić - jesteś w stanie zmienić tylko (i aż) siebie. Mówiłam to już wielokrotnie i co? I to wszystko. Słowa mają olbrzymią moc ale tylko wtedy, gdy myślisz nad ich sensem, pojmujesz je rozumem i słuchasz całą duszą. Mówienie i słuchanie jest przemienne jak mnożenie i dzielenie, i koniecznie musi działać w parze. Nie na darmo mówią, że mowa jest srebrem a milczenie złotem. Zatem najwyższy czas, żeby zacząć działać! Koniec ze stresem, przejmowaniem się i nadmiernym myśleniem "co ludzie powiedzą". Warto czasem odpuścić, rozpiąć ten uciskający guzik od spodni i zwyczajnie wyluzować.
Moje wnioski z wczoraj :
- wsłuchiwać się w we własne słowa,
- być sobą,
- mieć wyjebane.
A Ty, czego nauczyłaś się wczoraj? :)
Stojąc na przystanku zmęczona na maksa, zmarznięta i marząca tylko o łóżku i ciepłych skarpetach, wdałam się w ostatnią dyskusję z kumpelą. Myślę, że kieliszek czerwonego wina wypitego chwilę wcześniej przyczynił się do tego, że nasza rozmowa stała się dynamiczna i bardzo ekspresyjna. Zaczęło się, jak to mówią "o pogodzie" a skończyło na tym, jakie jesteśmy beznadziejne, nudne, przewidywalne, smutne i samotne. I w tym momencie nie byłabym sobą gdybym nie pociągnęła tematu dalej i zaczęła myśleć "jak to zmienić?". I właśnie wtedy wpadłam na coś genialnego. Na coś tak prostego i znanego wszystkim, że sama się dziwię dlaczego te myśli pojawiły się dopiero wczoraj.
MIEJ WYJEBANE. Tak, po prostu MIEJ WYJEBANE. Pierwszy raz powiedziałam to głośno i wyraźnie, sama przed sobą, że od jutra będę miała wyjebane. Na to co myślą inni, na to jak mnie widzą, na to czy dziś pomalowałam się wystarczająco dobrze żeby nie przestraszyć pani w piekarni, na to czy jestem wystarczająco widoczna by zostać zauważona przez jakiegoś przystojniaka, na to czy nie jestem za gruba czy za niska, na to czy wypada czy nie wypada i na to czy jestem wystarczająco dobra, aby być szczęśliwa.
Powtarzam przecież w kółko, żeby nie sugerować się zdaniem innych, że aby inni czuli się z Tobą dobrze, najpierw Ty musisz czuć się ze sobą wspaniale, że aby inni Cię pokochali powinnaś pokochać najpierw siebie, że aby dostać uśmiech należy najpierw szczerzyć zęby w każdym możliwym momencie, że ludzie gadali, gadają i gadać będą ale widzą tylko to co chcą widzieć, a Ty nie jesteś w stanie tego zmienić - jesteś w stanie zmienić tylko (i aż) siebie. Mówiłam to już wielokrotnie i co? I to wszystko. Słowa mają olbrzymią moc ale tylko wtedy, gdy myślisz nad ich sensem, pojmujesz je rozumem i słuchasz całą duszą. Mówienie i słuchanie jest przemienne jak mnożenie i dzielenie, i koniecznie musi działać w parze. Nie na darmo mówią, że mowa jest srebrem a milczenie złotem. Zatem najwyższy czas, żeby zacząć działać! Koniec ze stresem, przejmowaniem się i nadmiernym myśleniem "co ludzie powiedzą". Warto czasem odpuścić, rozpiąć ten uciskający guzik od spodni i zwyczajnie wyluzować.
Moje wnioski z wczoraj :
- wsłuchiwać się w we własne słowa,
- być sobą,
- mieć wyjebane.
A Ty, czego nauczyłaś się wczoraj? :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)