czwartek, 2 lutego 2017

Ach, ta sesja...

     Buzują emocje. Parują mózgi. Tabletki "Sesja" w aptece wykupione. Tłumy, świętujące w pijalni zdane egzaminy, zbierają się całymi dniami. Niedożywione istoty, z zaczerwienionymi oczami od niewyspania, łażą ulicami szarego Poznania.
Tyle na mieście. A co u mnie? Co mam w głowie?
     A w głowie to nie mieści się, ile mam w tym zgiełku wolnego czasu! Serio. Sama się dziwie. Jak zwykle jestem inna niż wszyscy. Egzaminy pozdawane w pierwszych terminach. Zero poprawek. I jeśli teraz myślisz, że leżę plackiem i żrę lody czekoladowe to się mylisz. No dobra, były dzisiaj lody :P Ale w biegu, z przyjaciółką, o smaku "brownie z wanilią", pierwsze od 1,5 miesiąca zjedzone z wielkim uśmiechem na ustach! Więc prawie się nie liczą. A poza tym robię tyyyle i nie mogę przestać.
     Na przykład zaczęłam walkę z udami. Nie, to nie jest wcale jazda na rowerze. To jest zawzięta walka ze słabościami. Taka sama jaką toczę ze słodyczami, z czipsami, nocnymi przekąskami i podjadaniem pomiędzy posiłkami. Jednak ta w garażu jest podwójna. Jedna psychiczna, druga fizyczna. Gallway miał rację. W głowie masz wszystko. Jeśli wytłumaczysz swojemu mózgowi, że bardzo chcesz przejechać 20 km na rowerze, jesteś zaangażowany, gotowy do boju i nastawiony pozytywnie-on przekaże info nogom, a te zrobią swoje. Uwaga! Działa w 100%.

 "Jeśli coś działa, rób tego więcej.
  Jeśli coś nie działa, rób coś innego."

     Tak więc zaczęłam działać. Efekty będą nie prędko. Ale nie ważne. Najważniejsze jest to, aby sama droga do celu była fascynująca. Aby nakręcać się za każdym razem na później. Aby wymagać od siebie więcej i więcej. Aby cieszyć się z każdego pokonanego kilometra i każdej kolejnej kropli potu na koszulce. Aby być z siebie dumnym. Aby pamiętać o konsekwencji i wytrwałości. Aby znaleźć w tym sens. Aby robić to z własnej woli. Aby stało się to przyjemnością. I przede wszystkim nie bać się. Zarówno zacząć, jak i przestać. Być lepszym lub gorszym. Zwycięstwa i porażki. No bo...
     Co zrobiłbyś jakbyś się nie bał? 
     To moje ulubione zdanie tego tygodnia. Problemy, zadania i wyzwania, które stają nam na drodze wydają się często okrutnie ciężkie. Ciągle się czegoś boimy. A jakby tak wyeliminować czasem ten cały strach i działać bez niego? Czy życie nie stałoby się prostsze? Nie zrobiłbyś wtedy dużo rzeczy szybciej i z większą energią?
     Może to dobry czas, aby odkryć w sobie Wielkiego Odważnego Wojownika i usunąć ze swojego słownika strach? Lubię eksperymentować. Poeksperymentujesz ze mną? :)
     

Moje wnioski z wczoraj:
- na rower zakładaj spodnie z pieluchą-po 45 minutach tyłek odpada;
- pozbądź się strachu z głowy-naładuj się pozytywną energią;
- pozwól sobie czasem na odrobinę przyjemności bez wyrzutów sumienia - od jednej gałki lodów 5 kg nie przytyjesz.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz